Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 23 stycznia 2011

Śliwkowy deser w towarzystwie Szymborskiej




Tydzień temu nasza noblistka otrzymała Order Orła Białego. Lubię Szymborską. Najbardziej za dystans do siebie i autoironię (do pozazdroszczenia). W liryku "Wieczór autorski" rozmawia z Muzą; wydaje się ona byc jej dobrą znajomą, z którą można pogadac o wszystkim, a zwłaszcza o tym, co tygrysy (tygrysice też!) lubią najbardziej. Bynajmniej nie poezję. Boks - owszem. Boks to rzecz widowiskowa, na ringu dantejskie (patrz post "Boska Komedia" i boskie jedzenie") sceny, kobiety mdleją. Nawet śliwkowe ciasto to sprawa ważniejsza niż li(ryczenie). Starszy pan ze wspomnianego wyżej wiersza zasnął, zanim spotkanie z poetką zaczęło się na dobre. Śnił pięknie, "że mu żona nieboszczka z grobu wstała i/ upiecze staruszkowi placek ze śliwkami". Szymborska uśmiecha się serdecznie do jego marzeń. Wie, że gdzie tam poezji do zapachu pełnej ciasta brytfanny. Lubię Szymborską ...
PS. Za oknem zima (przypomniała sobie w ostatnich dniach stycznia, że ona tu rządzi), czas zupełnie nieśliwkowy, ale na pewno mamy w swoich kredensach suszone śliwki. Wystarczy ich garstka, cukier (30 dag), czekolada, płatki migdałowe. Najpierw z wody i cukru przygotowujemy karmel, po ostygnięciu wrzucamy do niego śliwki. Wyciągamy (najlepiej na pergamin) i zamaczamy w rozgrzanej czekoladzie. Na koniec posypujemy płatkami migdałowymi (można także startą skórką z pomarańczy). Zjadamy w zimowe niedzielne popołudnie. Koniecznie w towarzystwie ... poezji Szymborskiej :)

1 komentarz:

  1. Wszystko tu poprostu pycha!
    Już wiem, dlaczego lubię czytać. Ty mnie rozsmakowałaś w książkach. Uświadomiłam to sobie, czytając Twojego bloga. Dziękuję Ci!
    Będę śledzić (hihihi) kolejne Twoje wpisy-przepisy doprawione literaturą.
    A parafrazując Szymborską, te napisane śliwki w napisanej czekoladzie, posypane napisaną skórką z pomarańczy - już mi smakują. Wieczorem je przygotuję...

    OdpowiedzUsuń