Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 21 marca 2011

Przepis na różową magię




Wiosna - czekam na nią zawsze z utęsknieniem. Dobrze, że już jest. Rano wprawdzie przymrozkowo, ale na ŚWIECIE coraz więcej ŚWIATŁA (ciekawostka językowa - oba te słowa mają wspólną etymologię: z prasłowiańskiego, a wcześniej praindoeuropejskiego "ŚWIATŁA" rozwinęło się wtórne "ŚWIAT", czyli "stac się jawnym", "ujrzec światło dzienne"). Tego światła też coraz więcej w samym człowieku. Jeżeli miałabym mu nadac jakiś kolor, to dzisiaj byłby to róż. To za sprawą hiacynta, którym przystroiłam stół z okazji pierwszego dnia wiosny. Lubię jego słodki, upajający zapach. Kojarzy mi się z poezją Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej - zmysłową, pachnącą flakonikami perfum i tęsknotą za miłością. Jeden z jej wierszy nosi tytuł "Różowa magia":

Na złocistej fajerce
spalę różową różę,
czarne pióreczko kurze
i jedno ludzkie serce.

Nikogo nie otruję,
nikogo nie zabiję,
serce to jest niczyje,
ono jest tylko moje.

Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe.
W czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę.

Poezja pani Marii urzeka swoją czarodziejskością. Na lirycznej kuchni znała się jak mało kto, czego dowodem jest wyżej cytowany wiersz - przepis na różową magię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz