Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Afryka ze słoika, czyli o kucharzeniu i lekturach gospodyni nieidealnej







Ponieważ porządna gospodyni raczej nie powinna chwalic się obiadem ze słoika bądź puszki, na pewno dzisiejszym postem narażę się idealnym paniom domu. Podczas ostatniej wizyty w supermarkecie dałam się bowiem skusic na sos afrykański z limitowanej serii ŁOWICZA. Skusiłam się i nie pożałowałam - sos z pomarańczą, morelą i cynamonem dodał dzisiejszemu obiadowi egzotycznego charakteru. Podałam go z mięsem z indyka, ryżem i gruszką. To była prawdziwa uczta dla podniebienia, więc polecam go tym domowym kucharkom, które nie zawsze mają czas, by wszystko zrobic własnoręcznie. Ich reputacja na pewno nie podupadnie - wręcz przeciwnie mogą zostac pochwalone za kulinarną inwencję (przynajmniej należy żywic taką nadzieję:). Trochę zaoszczędzonego czasu się przyda i mam na myśli nie tylko ogrom przedświątecznych prac. Warto chociaż na parę minut wyjśc po prostu na dwór i porozkoszowac się szczodrym dzisiaj słońcem. Nie świeci jeszcze tak mocno jak nad równikiem, ale można to sobie zrekompensowac lekturą "Pożegnania z Afryką" Karen Blixen - autobiograficznej opowieści o duńskiej arystokratce, jej miłości do Czarnego Lądu, poszukiwaniu sensu życia, determinacji i walce z przeciwnościami. Powieśc Karen Blixen skomponowana jest podobnie jak rekomendowany przeze mnie sos - dużo w niej ciepła w odcieniu pomarańczy (także tego wewnętrznego - kapitalnie sportretowani mieszkańcy Czarnego Lądu), trochę słodkiej moreli (wątek miłosny), ale z twardą pestką w środku (romans nie kończy się szczęśliwie). Wszystko przyprawione kusząco pachnącym (sukcesy bohaterki), ale też cierpkim (porażki i nieudane przedsięwzięcia) cynamonem. Miłego obiadowania, a potem czytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz