Łączna liczba wyświetleń

sobota, 17 grudnia 2011

Czary - mary po japońsku w miodzie figowym
























Nie przepadam za kulturą japońską. Nie postawiłabym na stole ikebany, a na ścianie nie powiesiłabym obrazu przedstawiającego kwiatową kompozycję na tle złotych, parawanowych drzwi. Nie podobają mi się pokryte laką, dodatkowo ozdobione masą perłową szkatułki, miseczki czy pudełeczka. Nigdy nie marzyłam o założeniu kimona i posiadaniu bogato zdobionej lalki zwanej ningyo. Nie umiem jeśc pałeczkami, sushi kosztowałam raz w życiu i więcej na to ryżowo - rybno - wodorostowe danie nie dam się skusic. Shibaraku, oni, skoyo, bakemono to zdecydowanie postacie z nie moich bajek. Między mną a Japonią jest jakaś mentalna i estetyczna bariera nie do pokonania. Dlatego, jeśli sięgam po literaturę Kraju Kwitnącej Wiśni, musi byc ona ... europejską. Twórczośc Haruki Murakamiego spełnia to kryterium, nie wymyka się mojemu sposobowi postrzegania świata. Jakiś czas temu zachwyciłam się jego "Ślepą wierzbą i śpiąca kobietą", potem przeczytałam "Wszystkie boże dzieci" i "Kafkę nad morzem". Od tygodnia grudniowe wieczory spędzam na lekturze "Kroniki ptaka nakręcacza" i jestem tą powieścią ( podobnie jak wcześniejszymi ) urzeczona. Trudno określic kto ( lub co ) jest jej głównym bohaterem - tytułowy, tajemniczy ptak skryty w listowiu, kot, którego właściwie nie ma, bo zaginął, ale swoją nieobecnością spowodował lawinę zdarzeń? A może Toru Okada, uzależniony od cytrynowych dropsów prawnik na bezrobociu lub Malta Kano - specjalistka od właściwości wody? Chyba szkoda czasu na szukanie odpowiedzi na to pytanie, lepiej otworzyc książkę i poddac się jej magii. Magią jest w niej wszystko - pobyt w pralni, której właściciel słucha orkiestry Percy'ego Faitha, niebieski krawat w groszki, opakowanie po perfumach, dziewczyna pracująca dla wytwórcy peruk, stara studnia i każdy, chocby najmniejszy element rzeczywistości, obok której przechodzimy w pośpiechu, najczęściej bez odrobiny kontemplacji.

Za oknem ciemno, pochmurnie, może sypnie śniegiem. Nie przepadam za nim i nie miałabym nic przeciwko takiej jak dotychczas, przedwiośniano - jesiennej aurze aż do kwietnia, ale przyznac trzeba, że śnieżne płatki mają w sobie czarodziejskośc, o której dostrzeganie upomina się japoński pisarz. Zrobię sobie herbatę ( niestety jej zaparzeniu nie poświęcę tyle czasu co rodacy Haruki Marukamiego ) i przeniosę się do miasta, gdzie ptak - nakręcacz wprawia w ruch kolejne wydarzenia. Dodam tylko, że herbatę posłodzę figowym miodem przywiezionym latem z Bośni i Hercegowiny. Z tej samej Bośni, z którą polska drużyna piłki nożnej wygrała wczoraj 1 : 0! To są dopiero czary :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz