Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 7 lutego 2011

Apetyt na zielone, apetyt na życie






Borzęcin leży kilkanaście kilometrów od miejsca mojego zamieszkania. W sezonie rowerowym chętnie jeździmy tam z moją przyjaciółką Dorotą (zimą bardzo tęsknię za naszymi wypadami). To ładna, zadbana wieś. Kojarzy mi się z sadami pełnymi jabłek, drewnianymi domami, których coraz mniej, lodami pałaszowanymi pod miejscowym sklepem, sympatycznym pijaczkiem i oczywiście literaturą. W Borzęcinie urodził się bowiem Sławomir Mrożek i Józef Baran. Nazwisko pierwszego z twórców na pewno znane jest ogółowi, drugie niekoniecznie. Pan Józef to poeta prowincji (ale nie prowincjonalny), dla którego Kosmosem jest dom: matka "czyniąca niedzielą rosół", ojciec "zwożący z pól niebo", ogród, gdzie "zieleń jest tak zielona, że dech zapiera". Poeta chętnie wraca do swego rodzinnego Borzęcina, ale podróżuje także po świecie (Stany Zjednoczone, Szwecja, a nawet Singapur). W krajach egzotycznych musiał jeśc rwane prosto z drzewa mango (ja, niestety, tylko prosto ze sklepu). Musiało mu bardzo smakowac, bo uczynił je bohaterem lirycznym (okropnie brzmi ten literacki termin w zestawieniu ze smacznym owocem) jednego z wierszy. Umieściłam go na jednym ze zdjęc powyżej (koniecznie przeczytajcie i to kilka razy!). Dodatkowo krótki filmik, na którym "Mango" mówi go Anna Dymna. Mówi genialnie, wydobywając z niego całą smakowitośc zarówno mango jak i poezji Józefa Barana. Instrumentacja głoskowa (małe nauczycielskie przypomnienie, gdyby przez przypadek przeczytał ten post jakiś mój uczeń :) - specjalny dobór słów w tekście, aby bliskie sąsiedztwo powtarzających się podobnych głosek nadało mu szczególną wartośc brzmieniową) została przez aktorkę wydobyta tak, że aż ślinka cieknie (koniecznie posłuchajcie i to kilka razy!). Wiersz traktuje o apetycie na ... życie. Ważne, by nigdy go nie tracic, przeciwnie - wciąż podsycac. Zima sprawia, że gnuśnieje się trochę (czytaj: nie jeździ na rowerze), więc, zanim zrobi się zielono, zieluteńko ("że dech zapiera"), warto przyrządzic sobie zielono - żółtą owocową sałatkę. Wystarczy kupic mango (bogate źródło miedzi koniecznej przy wytwarzaniu czerwonych krwinek), kiwi (niepozorne zewnętrznie, ale w środku prawdziwa witaminowa bomba), skropic je sokiem z cytryny, dodac kilka kropel miodu i gotowe. Można dodac banany, bo żółtego nigdy za wiele, poza tym ładnie się komponuje z zielonym - odżywczo i estetycznie :) Życzę smacznego... ŻYCIA!

PS. Wycofuję się ze stwierdzenia, że pan Józef musiał jeśc mango prosto z drzewa. Już po dokonaniu wpisu doczytałam (człowiek uczy się całe życie), że ich wysokośc dochodzi do czterdziestu metrów. Gdyby wielkośc poezji mierzyc w metrach, to wiersze Barana sięgają takiej właśnie :)

2 komentarze:

  1. Mam ogromny apetyt na zielone:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się Twój blog, bo kocham i poezje i jedzenie! :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń