Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 18 września 2011

Szarlotka Gruszlotka i poetycka zazdrośc






Zielono - złota, często z rumianymi przebarwieniami, soczysta, pachnąca, po prostu gruszka. To właśnie ona jest bohaterką dzisiejszego wpisu i pewnie niejednokrotnie jeszcze będzie, bo apetyt na konkretyzowanie gruszkowych przepisów jest u mnie nieposkromiony. Przygotowując niedzielny obiad, pomyślałam także o jego słodkim finale. Ponieważ od piątku na stole leżały i czekały na swoje pięc minut kupione na wojnickim targu gruszki, nie namyślając się długo, zrobiłam z nimi ciasto. Przepis na nie znajdziecie w poście pod tytułem SZARLOTKA ... RESOCJALIZACYJNA z ostatniej środy ( składniki przypominam na jednej z fotografii ). Jest na tyle uniwersalny, że - w zależności od owoców - może byc szarlotką, ale też gruszlotką, śliwlotką , brzoskwiniolotką, czy jak kto woli jabłecznikiem, gruszkowcem, śliwkowcem, brzoskwiniowcem i co tam komu jeszcze przyjdzie do głowy czy raczej na apetyt.
Gruszka warta jest kulinarnych zabiegów, ale także wierszy. W poemacie " Orfeusz i Eurydyka " Miłosza czytamy, że tracki harfista, pragnąc przekupic boga świata zmarłych w celu odzyskania ukochanej żony, śpiewał mu o:

O kolorach cynobru, karminu,
sieny palonej, błękitu, ( ... )
O ucztowaniu na tarasie ( ... )
O smaku wina, soli, oliwy, gorczycy, migdałów ( ... )"


Gdybym posiadała talent miary Orfeusza lub Miłosza, napisałabym poemat o barwie, smaku i aromacie gruszki oraz jej smakowaniu przy ogrodowym stole w piękną babioletnią niedzielę. Cóż,talentu wystarczyło tylko na napisanie niniejszego posta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz